witajcie.
znów się tu zjawiam. znów ? uwielbiam to uczucie, gdy zaczynam tu pisać. aczkolwiek ciśnie mi się tyle na język i pod palce, że nie umiem ubrać tego w słowa. jestem dziwakiem.
moje życie się zmieniło strasznie. od ostatniego postu, wpadłem chyba w jeszcze większy dół. nie potrafię się podnieść, upadam coraz bardziej. są wakacje, połowa minęła, a ja co ? a ja nawet nie umiem cieszyć się z tego, że jest ciepło, że jest fajnie. grono moich znajomych strasznie się zawęziło. cieszyłem się, że pójdę do pracy, dzień w dzień praca. no i co mi z tego ? NIC. kompletne nic. jestem zmęczony, potrzebuję wyjazdu. wyjazd jest w planach. ale samotny. miały być wakacje życia z przyjaciółmi. ale każdy spędza je na swój sposób. nigdzie razem nie lecimy, nie jedziemy. praca niszczy moją psychikę. było super, wpadłem w wir pracy, ale cóż mi z tego. wszystkie problemy znów powróciły do mojej głowy. niestety.
parę dni temu poznałem chłopaka. zajebisty chłopak, świetna gadka, świetny koleś, ale... ale ja po jendym spotkaniu stwierdziłem, że coś może się udać, YOLO się opłaciło, fajnie będzie. było. tylko tej jednej nocy jak sie spotkaliśmy. potem jednak coś poszło nie tak. może będzie inaczej, a może nie. zawirowanie w głowie. poczucie, że ktoś jest, że może być dobrze, nadzieja, która teraz ora moja psychikę jak rolnik ziemię na zimę.
pełno problemów. jedne najważniejszy, kłamstwo, oszukiwanie, lecz w słusznej, po części sprawie. problem z prawem, policją. to niszczy najbardziej. nie mogę stanąć i szczerzę powiedzieć, NIC SIĘ NIE DZIEJE. NIE MA PROBLEMU, WSZYSTKO JEST OK. bo kłamię, ale muszę, bo wiem, ze to zniszczyłoby wszystko. WSZYSTKO.
leżę, jest prawie 2 w nocy. milion myśli w głowie. alkohol podziałał, ale on miał poprawić humor, a jednak zepsuł go jeszcze bardziej. wszystkie zmartwienia uderzają z potrójną siłą. sen ? nie chce mi się spać, chociaż usnąłbym na kilka miesięcy, przeczekał, aż wszystko się ustabilizuje. potrzebuje odpoczynku od wszystkiego. od znajomych, przyjaciół, ludzi. wyjazd na bezludną wyspę bez żadnych zagrożeń. tylko ja, przestrzeń, morze, plaża, OAZA DLA ŻYCIA. tak, tego potrzebuję. głupiego przycisku RESET. szkoda, że tak nie będzie.
dziękuję, dobranoc. :)
piątek, 7 sierpnia 2015
niedziela, 12 kwietnia 2015
egzystencja.
o matko, ileż mnie tu nie było !? :o
ale czas się naprawić :)
ale czas się naprawić :)
EGZYSTENCJA, po prostu EGZYSTENCJA.
Witajcie moi drodzy czytelnicy, o ile wgl tacy jesteście :P
W moim życiu dużo się pozmieniało od ostatniego wpisu tutaj. Tak w skrócie nowe studia, nowi ludzie, nowe otoczenie. Brzmi to pięknie, prawda ? szkoda, że tylko brzmi..
Każdy pewnie mówi sobie teraz, o co Ci człowieku chodzi, przecież otwiera to przed Tobą mnóstwo nowych możliwości, wszystkiego. Bo tak jest, ale problem tkwi we mnie samym. Pytasz dlaczego ?
Z chęcią Ci powiem, co się dzieje w mojej głowie i sercu.
Widzisz, bo tak sobie czasami siądę i zastanowię się nad tym co robię, nad korzyściami płynącymi z tych rzeczy, rozmyślam nad tym jak jest, jak powinno być i co zrobić. I tak mówię, mam naprawdę ZAJEBISTYCH przyjaciół, na których mogę zawsze polegać, mam rodzinę, dosyć normalną, ale nie do końca, mam pracę, studia, pieniądze, zdrowie. Niejeden zapyta, czego Ty chcesz człowieku więcej ?! :o
Ja odpowiem: MIŁOŚCI, STABILIZACJI, POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA.
Tak, brakuje mi tego, cholernie, mega, strasznie brakuje tego kogoś, kto, ze tak powiem, pociągnie za warkoczyk i ustawi do pionu. Szukam tego, złudnie lokując swoje uczucia, co przyprawia mi jeszcze więcej zmartwień.
Ale wiesz czego brakuje mi jeszcze ? PASJI, ZAINTERESOWANIA.
Odkąd skończyłem liceum minęło już parę lat. Powinienem osiągnąć już bardzo dużo. Ja zatrzymałem się po pierwszym roku studiów wcześniejszych, czyli dwa lata temu. Od tamtego czasu w moim życiu nie dzieje się kompletnie nic, a tak bardzo bym chciał, bo zamiast iść w przód ja wracam, idę do tyłu. I tutaj mogę nawiązać do miłości, potrzebuję kogoś kto pomoże zrobić krok w przód, chociaż malutki, malusieńki. Człowieku, przybądź do mnie, proszę !
Zmiana studiów, myślałem, że to będzie to coś co pomoże mi ruszyć, ale też nie. Nowe znajomości, to nie jest dla mnie. Czuję się jakbym sam zamknął się w kloszu i nie potrafił z niego wydostać, w żaden sposób. Gdzie mogę znaleźć młoteczek, którym rozbiję szybę ?
Męczę się sam sobą, własnym życiem, własnym myśleniem. Kiedyś bym siadł i płakał, ale chyba zatraciły się we mnie uczucia.. Teraz już nie potrafię płakać nad samym sobą, bo wiem, że to sam sobie jestem winny. To chyba dużo, żeby obarczyć samego siebie taką odpowiedzialnością ?
kończąc swoją opowieść o sobie, porównam swoje życie teraz do jazdy autostradą. jedziesz prosto, niekiedy jakiś zakręt, ale nigdy nie skręt o 90stopni.
boże, ześlij na mnie kubeł zimnej wody. może Ty mi pomożesz..
muzyka na koniec, polecam bardzo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)